Obejrzałem #alteredcarbon….

Obejrzałem #alteredcarbon. Miało być zajebiście, a skończyło się tak, jak to zwykle bywa, kiedy człowiek liczy na coś fajnego, czyli jebiącą na kilometry kupą gówna. Niemal każdy element składający się na całość jest albo chujowy, albo zwyczajnie tandetny. A jak wyróżnić te, które są najważniejsze w tym gatunku, czyli bohater i historia, to bardziej spierdolić się nie da.
Joel Kinnaman praktycznie własnoręcznie położył serial na łopatki swoją totalnie spierdoloną rolą, gość nie ma żadnego pojęcia jaką postać gra, ale przeczuwa że jest, kurwa, entem. Myślę, że nawet jakby wiedział to i tak dałby dupy. OCB? Ano o to, że Takeshi Kovacs jest byłym Emisariuszem, czyli najbardziej wyspecjalizowanym i morderczym special fuckin’ forces ever. W całej historii uniwersum Richarda Morgana nie było groźniejszych skurwieli. Pakiet umiejętności Emisariuszy obejmował każdy typ działań jaki można sobie wyobrazić: wojny, rzezie, ludobójstwa, rebelie i powstania, infiltracje, inwigilacje szpiegostwo, werbowanie i przejmowanie struktur i ludzi – zarówno na planetach i jak w przestrzeni kosmicznej. Jednostka doskonała, gotowa zawsze i wszędzie, zdolna do wszystkiego.
Tymczasem Kinnaman gra jak średnio rozgarnięty debil – buja się jak penerek z pitbulla i ma podobną mimikę, a jak komuś grozi to patrzy na własne buty. Kurwa mać. Facet który sam jeden mógłby zorganizować zbrojne powstanie liczące dziesiątki tysięcy żołnierzy odpierdala przesłuchanie na imprezie zadając pytania typu: „masz wiele powodów by zabić tego gościa” albo „widzę, że go nie lubisz” xDDD
//// Z takim bagażem umiejętności i doświadczeń Kovacs powinien być zagrany mniej więcej tak, jak to zrobił Gary „Smiley” Oldman w „Tinker, Tailor, Soldier, Spy” czyli kamienna twarz w 90% interakcji. Nie do ruszenia. ///
Co jest jeszcze bardziej żałosne, to to, że drewniany w chuj Kinnaman z debilnymi dialogami wcale nie różni się znacząco od reszty. Prawie każda postać pierdoli tak sztuczne, banalne i naiwne farmazony, że włosy się dosłownie jeżą. Prym wiodą dwie baby:
1) kapitan policji Ortega – tak histerycznego i niestabilnego psychicznie babsztyla ze świecą szukać. Z powodzeniem mogłaby startować w konkursie na najgłupszą filmową policjantkę, a skąd ma rangę kapitana to chyba tyko Lay’sy wiedzą.
2) Quell czyli przywódczyni najsłynniejszej rebelii w uniwersum. Wygląda i zachowuje się jakby wyrwano ją z „nowych przygód robin hooda”, xeny czy innego herkulesa – jej skill oratorski sprowadza się do analogii i metafor typu: „bądź jak wściekła woda w słoju po ogórach, tylko wtedy nasiąkniesz octem zemsty” jejeeeeee, kurwa, gdzie mam się zapisać?!
Obie mają też ciężką przypadłość hiperekspresji i jeśli nie miotają grabiami na lewo i prawo, to strzelają takie miny, że kadry dosłownie pękają w szwach, bo w końcu mruganie i krzywienie głowy to uniwersalne środki ekspresji. Ci ludzie nie umieją grać, w ogóle kurwa. ヽ( ͠°෴ °)ノ
A skoro postacie to głównie czystej krwi debile, to jakie mogą być relacje między nimi? Ano muszą być równie debilne, szczególnie w zestawieniu Joela „nie wiem gdzie jestem i co robię” Kinnamana oraz Kristin „ja pierdole nie panuję nad sobą” Ortegi. Spotkania bohaterów zahaczają o cyrkowe parady. Gdzie się podziały wyważone postacie, tak istotne dla kryminałów pozostaje zagadką. 🙁
Historię też potraktowano niewybrednie. Przede wszystkim dlatego, że książka wchodzi jak woda, 3 wieczory (kilka godzin) i koniec. Nie da się z tego zrobić 10 odcinków zachowując ciągłość głównego wątku, który NA PAPIERZE jest bardzo dobry – serial to w miarę wierna ekranizacja. Jednak w książce można zakończyć rozdział i następny zacząć w innym miejscu, ale w filmie nie zawsze jest taki montaż możliwy bez szkody dla narracji. W serialu cięć jest mnóstwo – twórcy doszli do wniosku, że można nawet przerwać dialog dwóch postaci, by wrzucić wstawkę z całkowicie przeciwnego bieguna. Oczywiście wszystko w 120% łopatologiczne, żeby widz przypadkiem się nie obraził, jak czegoś na bieżąco nie rozumie. Koszmar. A jak dodać, że cały sezon gęsto pocięto retrospekcjami sprzed 250 lat to momentami robi się taki chaos, że widz – w każdym razie ja – ma głęboko w dupie resztę akcji.
Dwa najistotniejsze elementy kryminałów leżą z bebechami na wierzchu w rynsztoku i kwiczą. Nie da się tego uratować, ale można by choć trochę zrekompensować. Przecież pomysł nieograniczonego transferu umysłu do sztucznie wyhodowanych ciał o nieludzkich fizycznych możliwościach jest kapitalny i ma ogromny potencjał. Ponadto jest substytutem nieśmiertelności. – To jak, rozwiniemy to?
– chujawafla. xD
– Będziemy budować debilne relacje między debilami, to się nazywa dramatyzm.
– Zajebisty pomysł. Dam jeszcze rozbudowane życie rodzinne, żeby nie było, że tylko praca.
– Genialne kurwa, to przyciągnie matki z dziećmi przed telewizor.
Ciekawe, futurystyczne koncepty wyjebano na śmietnik. To może chociaż świat będzie ładny? Nieeeeee – kilka wygenerowanych CGI z lotu sraka. Akcja i tak dzieje się głównie w 4 ścianach… albo w zwykłych, standardowych, szaroburych slumsach jakich było już 100 milionów… albo kurwa w Sherwood. xD
Jakby ktoś liczył na noirowego bohatera, który za młodu wpadł do sagana z cynizmem, rzucajacego łanlajnerami to ten…
2/10 jebać to
przeczytajcie książkę. zajmie mniej czasu niż obejrzenie tego padła.
#seriale #sciencefiction #scifi #cyberpunk

Powered by WPeMatico